The Living Manuscript

Echoes of the Soul in Two Tongues

Kliknij wiersz, aby go otworzyć i skomentować
Sztuka umiejętności

Sztuka umiejętności

By przetrwać chaos w tym ponurym świecie
Pakistan z krwi i bólu odrzucony do parteru łez
Ponad setka dzieci zabitych przez potworów
Którzy mają za nic losy ich i śmierć.

Anioły w zaświatach jasne światło im dają
A oprawcom zbrodni diabelskiej w ślad za piekłem
W mękę i krok po kroku ból w nieskończoność…

„U progu lat tylu”

„U progu lat tylu”

Za nami czas,który
na nowo rodzi się
stojąc przed nami
odziany
z aksamitną twarzą.

Gasnący z lekka
pył świecy zapachowej.

Otula me ciało przed zimnem,
niedoskonałością świata.

Nazajutrz tylko w słońcu
jeszcze mogę
się na siebie
spojrzeć.

Na dalekim wschodzie
Gdyż z zachodu ponuro.

„Na marginesie”

„Na marginesie”

Przecież sam nie mogłem do tego dojść
Sama wiesz jak bardzo ciężko jest zacząć od nowa
Gdy układał ci w głowie czułe słówka do poduszki
A z pod ucha nasłuchiwał konkretnego czynu.

Później to juz za nic
Nie ważne i koniec.

Przebiega kapryśnie po gipsowej perle wiatru
I tak zastaje trochę słońca i w tym czasie księżyc.

Wystarczy

Wystarczy

,,Wystarczy chceć”

Pozwól mi zakochać się w tobie
Aby moje myśli nad ciało
Dało ci rozkosz i czystą namiętność
Ciała nasze opływają ku sobie
Szczytowanie dające wielkość i siłę
Naszej miłości
A czułe słowa i lekki dotyk pieszczot
Ma nam dać całą wieczność
Która sama w sobie jest ciemna
Ale w świetle Boga odżywia.

Abyś tego nie mógł wybaczyć

Abyś tego nie mógł wybaczyć

,,Nie tak to sobie wyobrażałem”

Pukanie do drzwi:Ponoć ty sam w domu..

Nikt by tak pięknie nie mówił,że się boi miłości
Różnorodny posłaniec na mężnym koniu,bez broni w ręku,z samym sztyletem na siebie;tak na wypadek..

Akurat teraz gaśnie światło księżyca,z pomroków cieni dzień nocy oddala.

Słoneczny poranek z południa do bitew,bezkrwawych łowów nietoperzy i dźwięków..

Rycerski dialekt łamaną polszczyzną
Trawiaste życzenie,oczeret jeziorny za pniem ogniłym z wody.

Pierwszy słyszę jak idą,maszerują-,tak cicho’
Zyskałem trochę na czasie
Niekiedy tak się mnie przyśni
Jak w podniebnym cadillacu ja w środku,a tam naokoło sam kunszt w krawacie,marynarce
jak pingwin w adidasach na dziobie.

Przy żarówce o wiele bardziej zbliżone nad lupą
Jak się dostaje łomy zamiast noża.

Po pieśniach i tyle,jak ostatnio nic nie zrobił
Perfum zaszkodził na nosie,a na okularach cztery plamy po palcach na wyrost
Buszmen idąc z odrobinką fasoli kłania się
{jak by ktoś mu przywalił}..,wyprostował by się od razu.

Ale nie zwracam na to uwagi.

Strzała niby i to amora
Przebiła serce
Odskocznia od książki,i na papierze rysuję kreski
Arcydzieło!!

Jak obraz.

No..jakoś tak wyszło.Nie przeczę.

Nad

Nad

,,Nad wodą”

Da się żyć bez wspomnień
Bez słów tworzących cnote
Bez łyka pragnienia szczęścia
Zza gwiazd we wszechświecie
Zza duszy i oddechów
Da się możliwie we wszystkim.